„Więcej niż miód” – jak łatwo zniszczyć planetę

Więcej niż miód, to film o prawdziwej śmierci, masowej. Czy problem śmierci dotyczy wyłącznie człowieka? Czy jeśli mówimy o niewielkich latających owadach, to czy nie mamy prawa powiedzieć, że nieustannie popełniamy na nich masową zagładę udając, że to niewyjaśniona zagadka powoduje ich zanik? Czyżbyśmy my – ludzie – kompletnie zapomnieli już o tym co ważne, czym są prawdziwe wartości? Czy naprawdę liczy się wyłącznie dolar, a nawet ich dziesiątki i setki? Czy tylko tyle chcemy dziś od świata?
Albert Einstein miał kiedyś powiedzieć: „Jeśli wymrą pszczoły, cztery lata później nie będzie ludzkości”. Sugerując się prawdziwością jego słów – a wspomnieć należy, że ten wybitny naukowiec, geniusz naszych czasów miał niesamowitą wręcz intuicję do przepowiadania przyszłych zdarzeń – ile nam zatem jeszcze zostało? Od kiedy na masową skalę zaczęły pojawiać się martwe odwłoki pszczół? Czy powinniśmy zacząć odliczanie na palcach naszych chytrych i chciwych dłoni? Bo chyba niewiele pozostało nam już czasu.
Pszczoły to wybitnie uporządkowane owady, które w sposób wręcz doskonały opracowały system zapylania kwiatów i produkcji miodu. Stanowią niezbędne ogniwo łańcucha pokarmowego, który stanowi prapoczątek dla wielu roślin uprawnych, kwiatów oraz owoców. Niestety, te maleńkie, zapracowane latające istoty są zupełnie niedoceniane. Niegdyś było inaczej, gdy pszczoły hodowano z pasją i poszanowaniem dla ich drobnego istnienia. Przyglądano się każdej z osobna, a wręcz nawiązywano z nimi swoistą relację. Dzięki tej przyjaźni pszczoły z lekkością i właściwym sobie poczuciem misji zapylały otaczające nas kwiaty i owoce. Miód, jaki przy tym produkowały, był bajecznie smaczny i zdrowy. To, o czym mowa nie działo się na początku świata, za czasów pierwszych ludzi w raju. Było tak jeszcze do niedawna. Do dziś żyją przodkowie, a nawet synowie prawdziwych hodowców pszczół, którzy z zaangażowaniem i prawdziwą tęsknotą za tym, co bezpowrotnie minęło, wspominają pszczoły i proces ich hodowli, jaki jeszcze nie był masowy. Nagle potem, gdy manufaktury i pieniądz wzięły górę nad światem, ten skrzętnie zbudowany, boski porządek świata, szybko legł w gruzach. Ciekawie opowiada o tym jeden z bohaterów filmu, który pamięta poczynania swojego dziadka, gdy ten samodzielnie malował etykiety do słoi pełnych złocistego miodu jego własnych, z pasji wyhodowanych pszczół. Chwilę potem ten biznes upadł, ponieważ wymyślono drukowane etykiety, a zapotrzebowanie na miód zaczęło rosnąć na skalę masową. Manufaktury bez skrupułów wypchnęły z rynku człowieka, który pszczoły traktował jak istoty boskie, a nie wyłącznie jak reproduktorów masy zielonych pieniędzy.
Współcześni hodowcy z chęci zysku gotowi są transportować pszczoły tysiące kilometrów przez Stany Zjednoczone Ameryki, aby szybko i skutecznie, niczym niewolnice-robotnice zapylały połacie migdałowców oraz innych roślin hodowlanych. Nie ma w tym procesie ani krzty pasji, ani odrobiny szacunku do tych maleńkich istot. Nie ma w tym nic z boskiego porządku świata, a tylko same okrucieństwo. Ot co nam zostało! No ale przecież mamy tony dojrzałych migdałów upakowane w próżniowe paczki porozstawiane na wysokich półkach supermarketów całego świata.
Reżyser Markus Imhoof tworząc swój obraz chciał nam pokazać, jak wszystko w przyrodzie jest ze sobą w doskonały sposób powiązane. Jeśli zabraknie jednego, choćby maleńkiego ogniwa, jakim są np. owady, cała ta naturalna konstrukcja świata runie. Gdyby nie pszczoły, nie mielibyśmy 1/3 pożywienia na Ziemi. W Chinach istnieją obecnie regiony, gdzie kwiaty zapyla się ręcznie. Pszczół się tam już nie widuje. Wyginęły na skutek bezmyślnego stosowania chemicznych środków. Człowiek nadał sobie kolejną misję, mimo że nie jest do tego stworzony to zapyla, robiąc to niedoskonale i nieudolnie. Nie ma wyjścia, bo jeśli z taką łatwością przychodzi mu likwidowanie innych istnień i organizowanie im masowej śmierci w dusznych i ciemnych ciężarówkach, maltretując chorobami wirusowymi, na jakie je skazuje i mutacjami genowymi, musi starać się je zastąpić, a że uważa siebie za istotę doskonałą, to uwierzył że uda mu się zastąpić wszystko i wszystkich. Morduje i robi to z pasją. Kiedyś z pasją prowadziło się hodowle, dziś z pasją wzajemnie i całkowicie bezmyślnie się mordujemy. Doszczętnie postradaliśmy już zmysły…
A czy ktoś nas pytał o zgodę na taki stan rzeczy? Nas, czyli tych, którzy nie chcą masowej zagłady pszczół i „tajemniczego” ich zniknięcia z naszej planety? Osobiście uwielbiam słuchać subtelny brzęk ich skrzydełek, obserwować jak skrupulatnie zajmują się każdym pąkiem kwiatu i przyglądać się z zapałem jak podporządkowują się swej władczej królowej, jak subtelnie ją pielęgnują i nie sprzeciwiają się temu poddaństwu. Ja nie chcę, by rośliny rosnące wokół mnie, które potem jem, beznamiętnie zapylała jakaś ludzka dłoń. Ja nie chcę, ale czy ktoś chce mnie w ogóle słuchać!? Oszczędźmy naszą wspaniałą planetę, tak po prostu się nad nią zlitujmy i sprawmy by żyła w sposób jej przypisany, tętniła naturalnym biegiem zdarzeń, była taka, jak zostało zamierzone. Wiele nie oczekuję. Wymagam szacunku do gatunku ludzkiego, do siebie i tak samo pragnę traktować inne formy życia, choćby najbardziej nieporadne i bezbronne, a nawet te pozornie najmniej znaczące.
Wyginiemy – boleśnie podsumuję. Ten koniec zbliża się z tysiącami maleńkich pszczelich odwłoków, zmutowanych ich skrzydełek, wirusów i pasożytów przynoszących im śmierć i unicestwienie. Nam także. Ludzie są krótkowzroczni, ich perspektywa odległa jest wyłącznie na wyciągnięcie dłoni do kieszeni z portfelem. Tylko jeszcze chwila, kiedy i nasze istnienie stanie pod wielkim znakiem zapytania i będzie daleko wątpliwe czy przeżyjemy.
„Jesteśmy kapitalistami, chcemy rozwoju, totalnej dominacji nad światem” – wypowiada się jeden z bohaterów filmu – hodowca pszczół na masową skalę, a jednocześnie ich pogromca. Z pewnością nie zastanowił się nad prawdziwością swych bolesnych słów, które w jeden sekundzie wydały wyrok na tysiące małych, niepozornych istnień – pszczół.